Gender. Nauki prawne vs. językoznawstwo  

Monitoring wiedzy sędziów na temat tzw. ustawy antydyskryminacyjnej, czyli ustawy o wdrożeniu niektórych przepisów unii europejskiej w zakresie równego traktowania przeprowadzony w 2013 roku przez Polskie Towarzystwo Prawa Antydyskryminacyjnego (Prawo antydyskryminacyjne w praktyce polskich sądów powszechnych pod red. Moniki Wieczorek i Katarzyny Bogutko dostępne w PDF) wykazał nie tylko braki wiedzy sędziów w zakresie istnienia ww. ustawy i narzędzi antydysryminacyjnych. Ważniejszym aspektem owego monitoringu stało się badanie świadomości, nie wiedzy sondowanych sędziów i sędzin. Ten  wydawałoby się poboczny wątek ujawnił szereg przeświadczeń, jakie towarzyszyły badanym. Przeświadczeń dotyczących źródeł dyskryminacji, które kierować mogą brzmieniem wydawanych przez nich wyroków. Okazało się np. że sędziowie uważają, iż podstawą dyskryminacji są przede wszystkim panujące stereotypy oraz bierna postawa – pasywność osób doznających dyskryminacji. Fakt, że po prostu poddają się one dyskryminacji; w dopowiedzeniu, bo to już moja interpretacja, można by tu powiedzieć: same się proszą. Ów poboczny wątek badań nie tylko nas zaszokował, ale pozwolił też ponownie przyjrzeć się dwóm systemom, które w dużej mierze odpowiedzialne są za czynniki wskazane przez sędziów i sędziny jako powodujące dyskryminację: mianowicie językowi i prawu. To dwa systemy, które stają się podstawą budowania stereotypów. I skrzyżowaniu obu postanowiliśmy się przyjrzeć. Swoje zainteresowania ograniczymy tutaj do jednego rodzaju dyskryminacji, do seksizmu. Spróbujemy przyjrzeć się jak płeć reprezentowana zostaje w nowych, powstających w ostatnich latach zapisach prawnych. Nie pochylamy się tutaj nad historią, poza krótką glosą, interesuje nas to, co dzieje się po 2004 roku, a więc czasie, kiedy Polska włączona zostaje w struktury Unii Europejskiej, co dość znacznie odbija się, a przynajmniej powinno na naszym systemie prawnym. Zobowiązani jesteśmy m.in. do implementacji  przepisów równościowych i antydysryminacyjnych, do prowadzenia polityki gender mainstreamingowej, ale też – Komisja Europejska – zachęca nas do stosowania języka wrażliwego na płeć. Co z tego wychodzi? Spróbujemy odpowiedzieć na to pytanie powołując się na analizy językoznawców, językoznawczyń, psychologów oraz na nasz ogląd sprawy.

Anne Maass i Luciano Arcuri[1] w jednym z rozdziałów Stereotypy i uprzedzenia. Najnowsze ujęcie piszą, że język ma istotną rolę w utrzymywaniu i przekazywaniu stereotypów, jest najważniejszym środkiem ich definiowania – ta teza jest właściwie niepodważalna. Dziecko dorastające w  określonym czasie w danej kulturze uczy się języka, który odzwierciedla stereotypowe przekonania. Język nie tylko opisuje, ale też wartościuje, podległy jest naszym przekonaniom, nie jest przezroczysty, dyskryminuje, wyklucza, powodować może niewidzialność, lub wprost przeciwnie może być inkluzyjny. W swojej narracji chciałbym skupić się na społeczno-psychologicznym aspekcie jego użycia – bo tylko, albo przede wszystkim ten zakres jest w stanie połączyć feministyczną praktykę językoznawczą oraz praktykę zapisów prawnych. Najpierw jednak na  podstawie przykładu, chcielibyśmy zaznaczyć jak ważna jest rola języka w budowaniu obecności i podmiotowości jak możemy wykorzystać go jako narzędzie wsparcia, jako narzędzie empowermentowe.

W języku polskim w uzusie, w języku literackim a przede wszystkim w zapisie prawniczym prym wiodą męskie formy nazw funkcji, zawodów, określeń wykształcenia czy zwolenników konkretnych idei. Powyższą asymetrię oświetlają niektóre badaczki języka. Oczywiście stanowisk językoznawców jest wiele. Autorki Lingwistyki płci. Ona i On w języku polskim  Małgorzata Karwatowska i Jolanta Szpyra-Kozłowska wymieniają następujące językoznawców względem językowego seksizmu:

  1. Pomijanie analizowanego zjawiska;
  2. Podejście informacyjno-relacjonujące (bez oceny);
  3. Relacjonująco-krytyczne;
  4. Akceptacja lub negacja seksizmu;
  5. Językoznawstwo feministyczne.[2]

To ostatnie, choć najmniej reprezentowane w polskich badaniach, dla nas jest najważniejsze. Oczywiste jest (być może nie w tym miejscu i czasie), że badacz/badaczka powołujący/a się postulujący feministyczne zmiany a androcentrycznym języku spotkać/przebić się musi z przeświadczeniami, które bardzo dobrze zestawia Pauels A.; musi zmierzyć się z

„- zaprzeczeniem, że seksizm językowy w ogóle istnieje;

– zaprzeczeniem, że stanowi on problem lub minimalizowaniem jego znaczenia;

– oskarżeniem, że wszelkie zmiany są niedopuszczalną próbą cenzurowania języka i sterowania nim;

– zarzutem, iż modyfikowanie języka stanowi naruszenie wielowiekowej tradycji kulturowej, przyzwyczajeń językowych użytkowników i oszpecenie jego urody;

– oskarżeniem reformatorów o feministyczny fanatyzm i wyolbrzymianie konsekwencji seksizmu językowego;

– zarzucaniem reformatorom niekompetencji językoznawczej i dyskredytowanie wyników ich badań;

– wyśmiewaniem, ośmieszaniem i wyszydzaniem wysuwanych propozycji zmian;

– negowaniem możliwości wprowadzenia modyfikacji języka na podstawie założenia, iż nie zyskają one akceptacji społecznej.”[3]

Gdy wymienia się owe powody, nie sposób nie zastanowić się nad warstwą psychologiczną sporu o feministyczną zmianę języka. Z psychologicznego punktu widzenia, zastosowanie męskich form rodzajowych niesie ze sobą liczne interesujące, acz niepokojące następstwa: jeśli formy te odnoszą się z równym prawdopodobieństwem do przedstawicieli męskich, jak i do kobiecych, nie wywołuje to szczególnych problemów. Jeżeli jednak forma męska w reprezentacjach umysłowych łączona jest przede wszystkim z mężczyznami i jeśli jej zastosowanie aktywizuje głównie cechy, zachowania i wyobrażenia kojarzone z przykładami męskimi, to posługiwanie się formą męską w wypadku osób o niesprecyzowanej płci może z łatwością zostać błędnie zinterpretowane jako odnoszące się do mężczyzn, nawet gdy w zamierzeniu miało znaczenie ogólne. Rzeczywiście istnieją dowody na to, że  podczas nauki języka szybciej przyswajane  są znaczenia dotyczące mężczyzn niż znaczenia ogólne, a gramatyczne  formy męskie w znaczeniu ogólnym zazwyczaj interpretowane są jako odnoszące się do mężczyzn i wywołują przede wszystkim wyobrażenia mężczyzn. Podobnie dzieje się z niewyraźnymi obrazami wzrokowymi – jeśli widzimy rozmytą postać, nie widzimy twarzy, częściej rozpoznajemy ją jako mężczyznę.

Jeśli formy męskie są rzeczywiście tak androcentryczne jak sugerują to badania, to słuszna wydaje się teza, że ich zastosowanie w codziennych rozmowach może co najmniej umniejszać znaczenie kobiet. I tak wynika z badań: np. kobiety rzadziej odpowiadają na  ogłoszenie o pracę, jeśli ogłoszenie pisane jest w formie męskiej.

***

W naszej pracy koniecznym jest, by zauważyć istotny związek pomiędzy wykluczeniem językowym w aktach normatywnych i w płaszczyźnie publicznej a dyskryminacją występującą w sferze społecznej i pracowniczej. U podstaw tego spostrzeżenia wyraźnie zarysowuje się sekwencja zjawisk – najpierw w przestrzeni społecznej kreowane są stereotypy, czyli nacechowane emocjonalnie, wartościujące i jednocześnie uproszczone konstrukcje myślowe przypisujące określonym grupom osób pewne cechy niezależnie od stanu faktycznego. Ładunek emocjonalny jaki niesie ze sobą takie wyobrażenie może przybrać charakter wyłącznie ujemny, a wówczas stereotypy ulegają przekształceniu w uprzedzenia. Te z kolei stają się już bezpośrednią przyczyną odmowy równego traktowania, zatem dyskryminacji.

Faktyczna walka z dyskryminacją, ostatnim ogniwem wspomnianego mechanizmu, oraz stosowanie zasady równości wymagają przewartościowania wyobrażeń, sposobu w jaki myśli się o płciach i przypisywanych im rolach społecznych i kulturowych.  Rewizja dotychczasowych poglądów dotyczy przede wszystkich grup tworzących władzę ustawodawczą i sądowniczą, ponieważ to one bezpośrednio wpływają na proces legislacyjny, tworzenie aktów normatywnych, ich treść i język, a następnie owe ustawy stosują w praktyce i poddają interpretacji. Jeżeli niezrozumienie zasady równości zachodzi już na przedpolu prac legislacyjnych, dalsze procesy stosowania prawa również ulegają zaburzeniom.

Język polski, odzwierciedlając zakorzenione w naszej kulturze wzorce i wyobrażenia, w dużej mierze cechuje się androcentryzmem, co zauważalne jest między innymi w płaszczyźnie języka prawnego. Należy zauważyć, że język polski podlega zmianom, stopniowej feminizacji, ale raczej odbywa się to w drodze powolnej ewolucji, nie zaś rewolucji. Takim zmianom mają sprzyjać tworzone akty międzynarodowe, które miałyby wpłynąć także na język krajowych aktów normatywnych.

W 1990 roku Komitet Ministrów Rady Europy uchwalił Rekomendację nr R (90) dla państw członkowskich dotyczącą wyeliminowania seksizmu z języka, zgodnie z którą zbiór pojęć używanych w projektach aktów normatywnych winien zagwarantować przestrzeganie zasady równości ze względu na płeć. Jednak mimo przyjęcia powyższych zaleceń jeszcze na kilka lat przed wydaniem Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej w 1997 roku i późniejszego Rozporządzenia na temat zasad techniki prawodawczej – podczas redakcji żadnego ze wskazanych dokumentów nie zastosowano się do tych wytycznych. Warto również zaznaczyć, że podobne dyspozycje występują w obowiązującej Polskę Konwencji ONZ w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji kobiet z 1979 roku.

Wobec tak sformułowanej tezy o androcentryzmie języka należy postawić pytanie – w jaki sposób omawiane zjawisko przejawia się w tekstach? Odpowiadając na tak zadane pytanie, w pierwszej kolejności wskazuje się na występowanie w języku luk leksykalnych, które są charakterystyczne dla przekładów. Niektóre słowa, związki wyrazowe, konstrukty swoiste dla języka, w którym pierwotnie napisano tekst, zakorzenione w określonej kulturze, są jednocześnie niemożliwe do przełożenia na inny język ze względu na brak ich odpowiedników. Innym przejawem androcentryzmu językowego są również asymetrie, polegające na częstszym występowaniu w języku, zarówno w słownictwie jak i frazeologii, elementów o pierwiastku męskim.

Takie wady językowe winny być zwalczane, naprawiane wszelkimi środkami. Wśród narzędzi przeciwdziałania wymienia się przede wszystkim neutralizację, czyli zastępowanie męskich nazw gatunkowych formami bardziej neutralnymi, między innymi rzeczownikami zbiorowymi. Przy czym jest to narzędzie krytykowane, bowiem, jak wskazują oponenci, prowadzi do monotonii słowa i zmusza jednocześnie do poszukiwania rzeczowników wielokrotnie odległych znaczeniowo od wyrazu zastępowanego. Ponadto zmniejszaniu językowej niewidzialności kobiet służy stosowanie w liczbie mnogiej dwóch rzeczowników w zastępstwie jednego męskoosobowego. W celu feminizacji języka proponuje się również zastępowanie męskich zaimków formami bardziej ogólnymi oraz wykorzystywanie splittingu. Ostatni z wymienionych środków, splitting, polega z kolei na używaniu w tekście obu form wyrazu, zarówno męskiej jak i żeńskiej, pomiędzy którymi stawia się ukośnik, umożliwiając odbiorcy tekstu wybór odpowiedniej postaci. Najbardziej rozbudowana koncepcja odmaskulinizowania tekstu prawnego zakłada stosowanie istniejących i nowoutworzonych żeńskich form sufiksalnych odpowiadającym formom męskoosobowym. W odniesieniu do przedstawionych środków stawia się zarzut, jakoby naruszały one ekonomię języka i prowadziły do nadmiernego wydłużania aktów normatywnych, które ze swej natury winny być syntetyczne, zawierające jedynie niezbędne informacje. Jednakże naprzemienne stosowanie wskazanych środków zapobiegnie nie tylko monotonii tekstu, a przede wszystkim mimo ewentualnego wydłużenia aktów prawnych, zapewnią realizację międzynarodowych wytycznych oraz skuteczne odseksualizowanie tekstów prawnych zwirylizowanych w ich warstwie językowej.

***

Tu przytoczyć należy badania  Stalhberga, Sczezny, Otta, Rudolph i Sorgenefrey[4], którzy zespołowo sprawdzili powyższą hipotezę. W swoim badaniu, osobom poddanym eksperymentowi przedstawili specjalnie przygotowany dla potrzeb badań artykuł na temat pewnej konferencji. Podczas opisywanej konferencji naukowcy bądź to ze stereotypowo męskiej dziedziny (geofizyka), bądź stereotypowo kobiecej gałęzi (nauka o żywieniu) proponowali sposoby poprawienia publicznego wizerunku swojej dziedziny nauki. Uczestników konferencji opisano w artykule bądź z wyraźnym określeniem płci, bądź za pomocą sformułowań neutralnych (osoby zajmujące się nauką), albo też za pomocą ogólnych określeń w formie męskiej. Główną zmienną stanowiła ocena procentu kobiet uczestniczących w konferencji.

W przypadku stereotypowo męskiej dziedziny – geofizyki w ocenie ilości uczestniczek konferencji nastąpił wzrost liniowy, w taki sposób, że procent kobiet uznano za największy, kiedy artykuł mówił wyraźnie zarówno o mężczyznach i kobietach;  za średni – kiedy posłużono się w nim formą neutralną a najmniejszy – kiedy wystąpiły w nim określenia ogólne w formie męskiej. Widać tutaj wyraźnie, że język seksistowski ruguję kobietę z wyobrażeń odbiorców i odbiorczyń – czyli nas samych. Wyniki były mniej wyraźne w warunkach, w których uczestnicy eksperymentu a priori zakładali dominację kobiet (przypadek nauki o żywieniu): tutaj neutralna forma opisu prowadziła do niższej oceny niż pozostałe formy gramatyczne.

Wyniki tego badania dostarczają pierwszych przybliżonych dowodów, że rodzaj używanego języka może rzeczywiście wpływać na docenianie znaczenia kobiet i że uniwersalna forma męska może prowadzić do umniejszania znaczenia kobiet, zwłaszcza w tych dziedzinach, w których obiektywnie tworzą grupę mniejszościową. Formy męskie w znaczeniu ogólnym mogą nie tylko wpływać na spostrzeżoną obecność kobiet, ale też pociągać za sobą konkretne konsekwencje praktyczne – wspomniane wcześniej badanie dotyczące odpowiedzi na ogłoszenia o pracę.

Z punktu widzenia psychologii i teorii społeczno-poznawczych etykiety semantyczne automatycznie aktywizują skojarzone z nimi informacje. Zastosowanie tego podejścia pociąga za sobą trzy tezy:

 

  1. Po pierwsze, wybory lingwistyczne dokonywane przez mówiącego zniekształcają proces  poznawczy  u słuchacza.
  2. Po drugie, odbywa się to w sposób automatyczny, tak że słuchacz nie jest w pełni świadomy  aktywizacji potencjału etykiety semantycznej i nie sprawuje kontroli nad tą aktywizacją. Choć nie dysponujemy niezaprzeczalnymi dowodami na to zjawisko, nieformalne obserwacje sugerują, że stereotypy rzeczywiście są aktywizowane przez odpowiednie etykiety.
  3. Po trzecie,  posuwając się o krok dalej, można zaryzykować hipotezę, że lingwistyczne wybory mówiącego mogą wpływać na jego własny sposób myślenia.[5]

W tym momencie, być może wyważając otwarte drzwi, zaznaczamy wagę stosowania  języka nieseksistowskiego. Teraz zastanowić się musimy nad feministycznymi postulatami językowymi i nad faktem jak możemy je przełożyć na praktykę zapisu prawnego, tak by przeciwdziałać wskazanym na początku przeświadczeniom żywionym przez sędziów i sędziny polskich sądów.

***

Androcentryzm i brak feminizacji języka prawnego można przeanalizować na przykładach, przy czym, ze względu na obecną ewolucję językową, skupię się na aktach nowszych, by wskazać na wciąż występującą przewagę rodzaju męskiego w ich redakcji.

W pierwszej kolejności omówię ustawę o wdrożeniu niektórych przepisów Unii Europejskiej w zakresie równego traktowania (Dz.U. 2010 nr 254 poz. 1700). W tekście aktu widoczne są zabiegi neutralizacji, bowiem ustawodawca w dużej mierze posługuje się określeniem „osoba”, co stanowi odstępstwo od ciągłego stosowania rodzaju męskiego. Jednak tak brzmiącej nazwie ustawy, jej celowi, ustawodawca niejako przeczy, jednocześnie stosując inne męskoosobowe rzeczowniki, np. „pracodawca”, „partner społeczny”, czy zaimki takie jak „tego”, „ten”. Co więcej, ustawa, w rozdziale 3 o organach właściwych w sprawach przeciwdziałania naruszeniom zasady równego traktowania, stanowi o urzędzie Pełnomocnika Rządu do Spraw Równego Traktowania, nie stosując w żadnym z artykułów formy żeńskiej tej funkcji. Z perspektywy czasu określenie rodzaju męskiego wydaje się nieco absurdalne, bowiem od kiedy stworzono ów urząd, od 2008 roku, funkcję pełniły wyłącznie dwie kobiety, zatem Pełnomocniczki, nie Pełnomocnicy.

Ważnym jest, by przeanalizować również projekt o zmianie ustawy – Kodeks karny, nazywany także projektem ustawy o mowie nienawiści (wniesiony z dniem 27 listopada 2012 r., druk nr 1078). Zaproponowane zmiany mają na celu usankcjonowanie działań o charakterze dyskryminacji, dla której tłem może być narodowość, rasa, przynależność polityczna czy społeczna, ale również naturalne lub nabyte cechy osobiste. Temu doniosłemu celowi, ważnemu z punktu widzenia walki z seksizmem językowym, przeczy jednocześnie sposób redakcji proponowanego artykułu. Choć projektujący posłużył się narzędziem neutralizacji, zabieg ten nie w pełni przesądził o sfeminizowaniu języka tekstu. W treści wciąż pojawiają się czasowniki odmienione w rodzaju męskim, a nadto podmiot czynu zabronionego określany jest mianem sprawcy, nie sprawcy albo sprawczyni.

Najbardziej neutralnym przykładem wydaje się być projekt ustawy o uzgodnieniu płci (wniesiony z dniem 3 stycznia 2013 r., druk nr 1469). Projektujący wśród definicji legalnych posłużył się pojęciem wnioskodawcy, a nadto wymienił nazwy zawodów: lekarza oraz psychologa, stosując znów wyłącznie rodzaj męskoosobowy. Mimo tych błędów w pozostałej części tekstu autor konsekwentnie posługuje się neutralnym określeniem „osoba”, które ilościowo przewyższa liczbę błędów z perspektywy feminizacji tekstu.

Bardziej charakterystycznym przykładem androcentryzmu w polskim języku prawnym jest tekst Rozporządzenia Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego z dnia 1 marca 2011 r. w sprawie warunków wynagradzania pracowników pomocniczych jednostek naukowych i innych jednostek organizacyjnych Polskiej Akademii Nauk (Dz.U. 2011 nr 61 poz. 309). Ustawodawca w tabelach szereguje stanowiska, podając jednak nazwy w rodzaju męskoosobowym. Tutaj w formie żeńskiej występują tylko zawody: „sprzątaczki”, „pielęgniarki”, „pokojowej”, czy „pomocy kuchennej”.

Można również wskazać na Rozporządzenie Prezesa Rady Ministrów z dnia 9 grudnia 2009 r. w sprawie określenia stanowisk urzędniczych, wymaganych kwalifikacji zawodowych, stopni służbowych urzędników służby cywilnej, mnożników do ustalania wynagrodzenia oraz szczegółowych zasad ustalania i wypłacania innych świadczeń przysługujących członkom korpusu służby cywilnej (Dz.U. 2009 nr 211 poz. 1630 z późn. zm.). W akcie normatywnym w przeważającej liczbie określenia stanowisk urzędniczych występują wyłącznie w formie męskiej „dyrektor”,  „główny specjalista”, a tylko raz mamy do czynienia z formą żeńską „pielęgniarka okręgowa”.

Ostatecznie należy także omówić Ustawę z dnia 15 lipca 2011 r. o zawodach pielęgniarki i położnej (Dz.U. 2011 nr 174 poz. 1039). Ustawa w nazwie posługuje się wyłącznie rzeczownikiem w rodzaju żeńskim, wydawać by się mogło, że z góry zawód ten przypisuje się kobietom, ale w przypadku tego aktu nie jest to tak oczywiste jak we wcześniej wspomnianych rozporządzeniach. Art. 8 ust. 1 tegoż aktu stanowi, że osobie posiadającej prawo wykonywania zawodu przysługuje prawo posługiwania się tytułem zawodowym „pielęgniarka” albo „pielęgniarz”, „położna” albo „położny”. Zatem ustawodawca rozmyślnie stosuje we wskazanym artykule obie możliwe formy odmiany tytułu stanowiska. Pozostaje zapytać, dlaczego w tym przypadku prawodawca posłużył się splittingiem, a we wcześniej omówionych aktach nie zastosował tego środka? Czy splitting wykorzystano w celu zmniejszenia niewidzialności kobiet w języku, czy może jednak autor tekstu kierował się innym motywem?

Analizując kolejne przykłady można wywieść wniosek, że taka praktyka stosowania obu form jest zauważalna jedynie w przypadkach, gdy wyłączenie/marginalizacja językowa dotyczy bezpośrednio mężczyzn. W sytuacjach, gdy stereotypowo, zgodnie z pewnymi przyzwyczajeniami/typami kulturowymi, zawód uważany jest za kobiecy, ustawodawca, przeciwdziałając wykluczeniu mężczyzn, stosuje obie formy, odnosi się do obu płci. Odwrotnie natomiast, tam gdzie wykluczenie następuje w odniesieniu do kobiet, prawodawca nie stara się zapobiegać takiej dyskryminacji. Takie postępowanie, moim zdaniem, prowadzi do utrwalania stereotypów – poprzez odtwarzanie dotychczasowej perspektywy i jej powielanie, ustawodawca nie zmieni sposobu postrzegania zawodów przez pryzmat płci.

ZAKOŃCZENIE

By wprowadzić zmiany w języku, według Karwatowskiej i Szpyry-Kozłowskiej muszą zostać spełnione odpowiednie warunki:

  1. Powinny istnieć rzetelne, wnikliwe opisy, analizy seksizmu językowo w polszczyźnie (istnieją: Kwiryna Handke)
  1. Należy wykazać krzywdzący charakter i szkodliwość tego zjawiska, zarówno dla kobiet jaki dla mężczyzn, jak i wzajemnych relacji między płciami (powołując się na badania psychologiczne, wykazujemy)
  2. Wiedza na ten temat powinna zostać upowszechniona tak, aby kwestia seksizmu językowego zaistniałą w zbiorowej świadomości i społeczno-kulturowej (ten warunek także spełniamy).
  3. Musiałby powstać odpowiedni klimat intelektualny i społeczne przyzwolenie na dokonanie zmian w języku (oczywiście na tle przemian zmierzających do zmniejszenia seksizmu społeczno-kulturowego w ogóle)
  4. Należałoby przeprowadzić dyskusję , kampanię itp.

Nasza praktyka uświadamiania trwa co dnia:

  • uświadamiania, że język powinien być wrażliwy na płeć; że formy z sufiksem –ka; -ina są formami poprawnymi,
  • że pytanie o wykonywany zawód, pełnioną funkcję jest jednym z pierwszych jakie zadajemy nowopoznanej osobie. Dzięki temu bardzo szybko uzyskujemy o tej osobie wiele informacji. Nazwę zawodu możemy bowiem traktować jak znak określający stosunek danej osoby do innych ludzi i do samej siebie. Uruchamiamy przy tym nasze schematy poznawcze i stereotypy.
  • że problem z ich użyciem jest przede wszystkim problemem psychologicznym – wynikać może z uwewnętrznionego stereotypu lub autostereotypu, który każe nam zakładać, że stosowanie np. w nazwach pełnionych funkcji ww. sufiksu wiąże się z próbami ośmieszenia, protekcjonalnego traktowania lub znieważenia kobiety piastującej owe stanowisko; jest niegrzeczne czy niepoważne;
  • że kwestia opisu naszego stanowiska zależy od naszego wyboru i powinna być podejmowana refleksyjnie;
  • że jednym z głównych czynników umożliwiającym zmianę jest przykład i praktyka; one zmieniają uzus.

Opracowanie

Joanna Duda (prawo)

Maciej Duda (język)

[1]  Por. M. Hewstone, N. Macrae, Ch. Stangor, Stereotypy i uprzedzenia. Najnowsze ujęcie, Gdańsk 2000.

[2] Za: M. Karwatowska, J. Szpyra-Kozłowska, Lingwistyki płci. Ona i On w języku polskim, Lublin 2010.

[3] Tamże, s. 250.

[4] Por. M. Hewstone, N. Macrae, Ch. Stangor, Stereotypy i uprzedzenia. Najnowsze ujęcie, Gdańsk 2000.

[5] Tamże, s. 171.

 

SLAJDY:

Bez tytułu1 Bez tytułu2 Bez tytułu3 Bez tytułu4 Bez tytułu5 Bez tytułu6

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s