Na marginesach raportu

Czytamy właśnie raport Szkoła milczenia, nie dość, że jest przystępny, choć chwilami (nawet bardzo) ironiczny, co nie współgra z powoływaniem się na obiektywizm w nauce, to w gruncie rzeczy intuicyjnie często przeczuwaliśmy  także to, co może czaić się w podręcznikach do biologii, wiedzy o społeczeństwie i wiedzy do życia w rodzinie. Zdajemy sobie też sprawę z tego,  czego w owych podręcznikach nie ma. Doskonale podsumowuje to czwórka badaczy w ćwiartkach raportu, za które odpowiadają oraz część bcvb33x800wieńczącej cały raport. Dla nas najważniejsze jest to, że poza samym krytycznym badaniem podręczników pod względem przedstawiania w owych podręcznikach (cały ich wykaz znajduje się w drugim rozdziale raportu) problematyki LGBTQ i treści homofobicznych z punktu widzenia seksuologii, gender studies, edukacji seksualnej i psychologii klinicznej, treść tego wydawnictwa obejmuje szereg rekomendacji – na zasadzie, nie tylko punktujemy to, co złe, ale też wskazujemy prawidłowe ścieżki, co zrobić, by było lepiej. Tak pojęta publikacja jest już ważna dla samych edukatorek, eudkatorów, nauczycieli i nauczycielek – mogą z niej korzystać, staje się dla nich kompendium wiedzy. Oczywiście nie znajdujemy tam gotowych scenariuszy zajęć (tych wystarczy poszukać w Kompasie), w zamian znajdujemy jednak rzetelne definicje problemów, które w dopuszczonych przez MEN podręcznikach zostały przeinaczone, przekłamane lub po prostu pominięte. Dość napisać, że aparat przypisów w kilku z badanych podręczników uwzględnia publikacje medyczne sprzed 30 lat – jeśli weźmiemy pod uwagę, że owe podręczniki nie mają uczyć historii medycyny – to jest to już dostatecznie obciążający je dowód.

Ale nie o tym chcieliśmy pisać. Czytamy ów raport, ale czytamy też doniesienia medialne wokół niego oraz doniesieniakrzyze-w-szkolach internetowe pojawiające się na różnych stronach i forach katolickich. I mamy taką hipotezę: chyba powinniśmy się wziąć za badanie podręczników do religii, ponieważ wydaje nam się, że takie kategorie jak gender czy queer prędzej wystąpią w tych ostatnich, niż w tych badanych przez specjalistów. W parafiach już czyta się na niedzielnych mszach listy o rozbijającej polskie rodziny i polską wiarę złowieszczej kategorii gender (wymawianej co prawda po polsku, ale jednak). Toteż, by nie obudzić się z ręką w nocniku, lepiej weźmy się za to, by edukacja pozareligijna częściej i głośniej wymawiała owe kategorie, bo inaczej zostaną one zawłaszczone i przeinaczone w ich gowinowskim rozumieniu.  Coś w tym jest, że przeciwnicy tej kategorii są głośniejsi niż jej zwolennicy, a ich opinie będzie trudno odkręcić.  Czyżby byli krok przed nami nawet w tej sprawie?

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Na marginesach raportu

  1. nie tyle głośniejsi, co chyba mówią bardziej zrozumiałym językiem niż akademickie teoretyzowanie. dlatego tak ważne jest przenoszenie teorii na praktykę i wychodzenie do różnych środowisk z inicjatywą warsztatów (zwykle sięgających podstaw tego „o co w tych gęderach chodzi” i co dla wielu z nas jest już taaaakie oklepane)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s